Batumi – co warto zobaczyć i jak przebiegała nasza podróż?

Batumi – piękne miasto Gruzji położone nad Morzem Czarnym. Właśnie od niego zaczęliśmy naszą podróż. Ale od początku…

Podróż do Gruzji

10 sierpnia o godzinie 1 w nocy mieliśmy wylot z lotniska w Katowicach do Gruzji. Wizz Air, na który się załapaliśmy leciał do Kutaisi. Samolot był pełny (dosłownie) spragnionych Gruzji polskich turystów. Byliśmy jednymi z nich. Podczas lotu panowała burza, przez okienka w samolocie można było zobaczyć piękne rozbłyski na tle zachmurzonego nieba. Lot trwał około 3 godzin. Podróż minęła bezstresowo.

Na miejscu należało przestawić zegarki o 2h do przodu. Było po godzinie 6 rano czasu lokalnego, podczas gdy w Polsce była dopiero 4 rano. Dostajemy od razu SMSa z informacjami o cenniku, który jest dość wysoki. Rozmowy telefoniczne pomiędzy 10-15 zł za minutę, koszt jednego SMSa to od 1 do 2,5 zł. Cena za 50 kb transferu wynosiła około 2,5 zł. W skrócie – w Gruzji nie opłaca się korzystać z telefonu.

Na lotnisku czekamy na pieczątkę w paszporcie. Generalnie w Gruzji nie potrzebujemy wizy. Bez niej możemy przebywać tam do 90 dni. W oczekiwaniu na lotnisku w Kutaisi, słyszymy jak Pani z głośników niezbyt wyraźnym angielskim, mówi nam, że bilety autobusowe do miast takich jak Batumi, Tblisi itp możemy nabyć w informacji. Po szybkim zdjęciu, pieczątce i odebraniu naszego bagażu głównego udajemy się do owej informacji.

Miłym zaskoczeniem jest to, że możemy dogadać się po angielsku. Pani oferuje nam bilet do Batumi za 10 dolarów od osoby (tak, dolarów, na lotnisku nie ma kantoru, w którym można by było wymienić walutę). Kupujemy bilet i udajemy się do marszrutki. Dobrym pomysłem jest wyjście z lotniska i pytanie lokalnych kierowców, których będzie masa przed lotniskiem czy ktoś nie jedzie do lokalizacji, do której chcemy się udać. Mogą zaoferować niższą cenę, niż ta podana w informacji.

W samej marszrutce poznajemy jeszcze dwie Polki, które również jadą w tym samym kierunku co my. Siedzieliśmy w busiku około pół godziny, czekając na kierowcę, który najwyraźniej czekał jeszcze na inne chętne osoby i rozmawiał ze swoimi kolegami. Nie należy się dziwić takiemu zachowaniu, oczekiwanie w marszrutce, aż ta się zapełni to w Gruzji standard.

W końcu ruszyliśmy! Byliśmy trochę niewyspani po locie, wiec w marszrutce przysypiamy co jakiś czas, było niesamowicie gorąco. Po drodze zabieramy lokalną ludność i wkrótce marszrutka zapełnia się.

Batumi

Będąc już blisko Batumi widzimy wiele miejsc, w których powstają hotele. Część z nich jest już bliska ukończenia. Potwierdza to tylko, że Gruzja staje się naprawdę turystycznym krajem. Za oknem pojawia się w końcu morze Czarne. Podróż staje się bardzo przyjemna:) Po dojechaniu na miejsce, kierowca krzyczy, że jesteśmy w Batumi. Nie zdążyliśmy nawet wysiąść i zabrać naszych plecaków z bagażnika, kiedy podbiega do nas kilku taksówkarzy, oferując swoje usługi. Niestety nie za bardzo rozumieliśmy co do nas mówią, wyłapujemy tylko poszczególne słowa typu hostel. My akurat mieliśmy zarezerwowany hostel w Batumi na pierwsze dni naszego pobytu. Więcej o hostelach i hotelach warto przeczytać na naszej stronie klikając tutaj. Zobaczycie, że wcale nie trzeba rezerwować hostelu czy hotelu. W Gruzji to nocleg szuka nas. Niestety nie zdążyliśmy sprawdzić na mapie, w którym miejscu znajduje się nasz hostel.

Po wysadzeniu nas z marszrutki, taksówkarz oferuje nam nocleg. Udaje się nam wytłumaczyć, że mamy już zarezerwowany nocleg. Jednak taksówkarz nadal nalega, abyśmy wsiadali. Nie wiedząc czy on zrozumiał nas, ani czy my zrozumieliśmy jego, przychodzi nam z pomocą lokalna osoba, która zna angielski. Tłumaczy nam, że taksówkarz chce wiedzieć, gdzie znajduje się nasz hostel i oferuje się, że nas zawiezie za 10 lari. Nie mając jeszcze wymienionych pieniędzy, tłumaczymy mu, że chcieliśmy jeszcze podejść do kantoru. Taksówkarz oczywiście bardzo chętnie nas tam zabierze. Jednak cena 10 lari wydawała się nam wysoka, gdyż czytaliśmy w przewodniku, że taksówki w obrębie miasta kosztują 2-4 lari. Udało się nam utargować cenę na 8 lari. Taksówkarz wkłada nasze plecaki do swojej taksówki.

Samochód nie jest pierwszej nowości i daleko mu do polskich taksówek, ale nie przeszkadza nam to wcale. Po przejechaniu może 100 metrów, taksówkarz zatrzymuje się i pokazuje nam kantor. Wychodzi z nami i mówi nam, żebyśmy dali pieniądze. Najwidoczniej byli to jego znajomi. Sytuacja wyglądała następująco, szukamy pieniędzy, trzech Gruzinów stoi wokół nas i patrzy nam na ręce. Sprawia to niejaki dyskomfort. Decydujemy się na wymianę tylko 100 dolarów. Kurs w dniu obecnym wynosił 1,64 lari za dolara. Zamiast 164 lari otrzymujemy tylko 160. Co prawda nie czujemy się do końca oszukani, gdyż stwierdziliśmy, że najwidoczniej kantory nie wydają monet, co przy następnych wymianach okazało się nieprawdą. Kantory oczywiście wydają monety, więc panowie dorobili się na biednych, zestresowanych turystach;/

Mówi się trudno, następnym razem będziemy bardziej uważni. Wsiadamy do taksówki. Kierowca stara się z nami porozumieć, pyta skąd jesteśmy i generalnie cały czas mówi. Rozumiemy piąte przez dziesiąte, ale dajemy jakoś radę. Po dojechaniu na miejsce, które może zajęło 2 minuty, dajemy kierowcy 20 lari, gdyż nie mamy drobnych. Kierowca wydaje nam tylko 10 lari, pomimo tego, że umówiliśmy się na 8 lari. Twierdząc, że wszystko jest w porządku i ciesząc się do nas, wygania nas z taksówki i odjeżdża. Zostaliśmy oszukani drugi raz. Mimo, że są to małe kwoty, to jednak mamy w głowie polskie przysłowie „Grosz do grosza, a będzie kokosza”.

Postanawiamy zostawić nasze rzeczy w hostelu i udać się na zwiedzanie miasta. Samo wejście wyglądało niezachęcająco. Postanowiliśmy zatrzymać się w hostelu D’Vine Hostel. Więcej o nim można przeczytać na stronie z noclegami.  W środku widzimy panią, która śpi na kanapie. Mimo usilnych prób jej obudzenia, nie udaje nam się to. Stojąc przed wejściem zastanawiamy się, co zrobić? Z pokoju na przeciwko wyjścia wychodzi pan, który pomaga nam obudzić śpiocha, który jak się okazało, zajmował się gości. Miła pani mówiąca po angielsku, tłumaczy nam, co w Batumi warto zobaczyć. Daje nam też mani przewodnik po Batumi, który okazuje się bardzo przydatny. Zostawiamy plecaki w hostelu i idziemy zwiedzać miasto.

Zwiedzanie Batumi

Samo Batumi jest bardzo piękne. Widać swoistą nowoczesność, połączoną z zabytkami, wszystko współgra ze sobą. Mimo wysokich temperatur, cieszymy się miastem. Chodzimy po mieście, które okazuje się niezbyt duże. Można go bez problemu zwiedzić w jeden dzień. Postanowiliśmy zobaczyć morze, wychodzimy na kamienistą plażę, od której bije gorąco. Widzimy wiele leżaków, które leżą rozłożone na plaży. Ludzi jest niewiele. Nie czujemy się co prawda, jak nad prywatnej plaży, ale nie jest to też polskie morze, gdzie ciężko znaleźć miejsce dla siebie.

Głównym planem na ten dzień było odwiedzenie ogrodu botanicznego, który stanowi jedną z głównych atrakcji Batumi. Od centrum jest oddalony o jakieś 6 km. Wiemy, że można dojechać tam marszrutką, która jest relatywnie tania – cena w przewodniku to 60 tetri od osoby. Udajemy się na plac, na który przyjechaliśmy marszrutką. Widzimy busik, który odjeżdża do Batumi, ale jest po drugiej stronie ulicy, a pasów nie widać. Przebiec przez ulicę czy nie? W oddali widzimy policję, a nie chcemy dostać mandatu już pierwszego dnia. Jednak widzimy, że ludzie normalnie przebiegają przez ulicę, nie zważając na samochody.

W Gruzji jest to normalne. Można przejść nawet przez autostradę, jeśli tylko nie potrąci nas samochód. Warto zauważyć, że w Gruzji pieszy nie ma pierwszeństwa. Nawet na pasach! Samochody przejeżdżają nam przed nosem, kiedy przechodzimy w Tblisi na pasach, co było dla nas dużym zdziwieniem. Należy bardzo uważać, żeby nie potrącił nas samochód. Kierowcy zwykle nie zwalniają, tylko ostrzegają nas sygnałem dźwiękowym.

Po przejściu przez ulicę pytamy o bilet. Niestety nikt z obecnych osób nie mówi po angielsku. Staramy się dogadać na migi. Ludzie pokazują nam na palcach cenę, ale każdy pokazuje co innego. W końcu wydawało się nam, że zrozumieliśmy, że cena za 2 osoby to 1 lari. W sumie by się to zgadzało, z tym co było napisane w przewodniku. Wsiadamy i jedziemy.

Ogród botaniczny w Batumi

Po dojechaniu na miejsce, próbujemy dogadać się z kierowcą ile mamy mu zapłacić. Dajemy mu 5 lari, kierowca oddaje nam 1 lari 😐 Upominamy się o naszą resztę, nie chcąc zostać oszukani po raz kolejny. Rozdrażniony kierowca daje nam jeszcze 1 lari i zaczyna ruszać. Wyskakujemy z marszrutki, nieco zniesmaczeni. Jak tak dalej pójdzie, szybko pójdziemy z torbami…

Kupujemy wejściówki i zaczynamy zwiedzanie. Sam ogród jest naprawdę warty odwiedzenia. Jest podzielony na kilka stref, w których rośnie różna roślinność. Można tam spotkać wiele gatunków drzew i krzewów. Nawet jeśli nie jesteśmy zainteresowani florą i nazwy roślin niewiele nam mówią, warto się tam wybrać, nawet ze względu na widoki.

Plaża w Batumi w ogrodzie botanicznymW pewnym momencie dochodzimy do bajecznego miejsca, z którego widać piękne turkusowe morze, osamotnioną plażę i kaskady tropikalnych roślin spływających po zboczu. Jest ona niedostępna z miejsca, w którym stoimy, ale bardzo chętnie weszlibyśmy do chłodnej wody i odpoczęli od gorąca. W samym ogrodzie można bez problemu spędzić cały dzień. Ogród jest naprawdę duży. Warto zaopatrzyć się w dużą butelkę wody, gdyż czasami jest bardzo ciepło i duszno. Butelki zawsze można dopełnić w specjalnych miejscach.

Generalnie nie tylko w Batumi, ale w praktycznie całej Gruzji możemy znaleźć miejsca, z których możemy zaczerpnąć wodę pitną. Jest to naturalna woda, można pić ją bez obaw. Warto przed napełnieniem butelki spróbować trochę. Woda smakuje różnie w zależności od źródełka. Można także bez obaw pić wodę z kranu. Jest to duży plus, gdyż nie musimy za każdym razem kupować nowej wody. Wystarczy nam butelka, którą co jakiś czas dopełniamy.

Na samym końcu ogrodu, znajduje się plaża. Była tam jedynie garstka ludzi, znacznie mniej niż w samym Batumi. My jednak widzieliśmy z tej plaży miejsce, które widzieliśmy wcześniej z góry. Postanawiamy się tam udać. Po wejściu na plaże należy skierować się w lewo i iść wzdłuż torów kolejowych. Droga nie jest wygodna, czasami trzeba iść kamieniami, czasami pomiędzy chaszczami. Idzie się około 10 minut. Ale dotarcie tam było naprawdę warte. Czujemy się jak na prywatnej plaży, praktycznie nikogo w zasięgu wzroku, cała plaża dla nas:D Nie myśląc długo rozkładamy się na kamienistej plaży i wchodzimy do bardzo ciepłego morza. Z całym sercem mogę polecić tą plażę, cudowne miejsce, do którego turyści rzadko zaglądają. Można tam spędzić kilka godzin:) Dzień zaczął się zbliżać ku końcowi, więc postanowiliśmy powoli wracać.

Trasa w drugą stronę wydawała się nam krótsza, ale też spieszyliśmy się, bo w oddali było widać burzowe chmury. Warto zauważyć, że w Batumi pogoda często lubi się psuć. Gdy pada, pada naprawdę ulewny deszcz. Nasi znajomi na 4 dni pobytu w Batumi mieli dwa dni ulewy, która przeczekali w hostelu, a dwa dni pięknego słońca. My mieliśmy to szczęście, że pogoda była słoneczna cały czas. Mimo deszczowych chmur, które często czaiły się w oddali nie padało ani razu.

Powrót do Batumi okazał się bardziej szczęśliwy – nie zostaliśmy oszukani. Bilet faktycznie wynosił 60 tetri od osoby.

Chaczapuri adżarskie

Jedną z głównych potraw, które poleca każdy przewodnik i każda osoba będąca w Gruzji to chaczapuri. Będąc w Batumi postanowiliśmy jej spróbować. W Gruzji mamy wiele odmian tej potrawy. Generalnie jest to chlebowy placek z serem. My postanowiliśmy skosztować odmiany adżarskiej. Jest to bułka w formie łódki, na dnie znajduje się ser a na nim pływa jajko, wraz z masłem. Należy wszystko rozmieszać kawałkiem oderwanej bułki. Czytaliśmy, że chaczapuri je się rękoma, ale dostaliśmy do niego także sztućce. Podglądamy pana, który złożył identyczne zamówienie. Faktycznie, nie używając ani widelca, ani noża zjadł całą porcję. Czego nie można powiedzieć o nas…

Rozmiar chaczapuri był powalający. Cała potrawa jest naprawdę bardzo sycąca, zważywszy na składniki z których jest przygotowana. Bez problemu można zamówić jedno chaczapuri adżarskie na dwie osoby.

Tańczące fontanny

Wieczorem postanowiliśmy wybrać się na pokaz tańczonych fontann, który odbywa się co noc w Batumi. Zobaczyliśmy na mapie i na MapsWithMe, gdzie to się dokładnie znajduje i udaliśmy się tam. Pokaz jest naprawdę wart objerzenia. Zaczyna się z zapadnięciem zmroku. Jest to dynamiczna gra świateł i wody połączona z muzyką. Przyciąga wiele osób i jest warte obejrzenia. Siedzimy tam mniej więcej pół godziny.

Potem udajemy się na krótki, nocny spacer po mieście. Samo miasto jakby ożywa w nocy. Na bulwarze jest naprawdę dużo osób, znacznie więcej niż za dnia. Po krótkim spacerze, wstępujemy jeszcze do sklepu. Pomimo godziny 23, większość spożywczych sklepów jest nadal otwartych. Robimy małe zakupy i wracamy do hostelu.

Batumi – dzień 2

Drugiego dnia zwiedzamy starą część Batumi, chodzimy po mieście w oczekiwaniu na pokaz delfinów w delfinarium. Słyszeliśmy, że pokaz jest naprawdę wart obejrzenia. Codziennie, nie licząc poniedziałków, można taki pokaz obejrzeć. Zwykle są to 2 pokazy dziennie. Jeden za dnia, a drugi w nocy. Poprzedniego wieczora słyszeliśmy różne okrzyki dobiegające z delfinarium, więc uznaliśmy, że pokaz może być ciekawy.

Przezornie kupujemy bilety troszkę wcześniej. O godzinie 14 znajdujemy się już na miejscu, czekając wśród tłumu ludzi. Wchodzimy do obiektu i okazuje się, że mamy miejsca w pierwszym rzędzie, zaraz przy basenie, w którym już pływają delfiny. Obiekt jest zapełniony, widocznie pokazy ściągają masy ludzi.

Oprócz obejrzenia pokazu, można także za odpowiednią, dość wysoką cenę, popływać z delfinami:) Sam pokaz jest świetny, delfiny robią różne sztuczki, podnoszą ludzi, rzucają piłką. Pokaz był wart swojej ceny i szczerze polecam go każdemu. Wychodzimy z pokazu mokrzy, gdyż szalejące delfiny lubią oblewać ludzi wodą. Mimo to, była to przyjemna ochłoda w upalny dzień.

Następne kilka godzin postanawiamy spędzić na plaży, wylegując się w promieniach gorącego słońca. Ludzi jest dużo więcej niż na naszej „prywatnej” plaży z dnia poprzedniego. Nie jest to jednak jakaś szczególna przeszkoda. Znajdujemy własny kąt i korzystamy z ciepłej wody w morzu.

Wieczorem znowu udajemy się na spacer po mieście. W samym centrum znajdujemy kolejne fontanny, nad którymi jest przejście. Jest to całkiem zabawne, gdy ludzie chcąc przejść i znienacka fontanna się włącza.

W Batumi, jak i w całej Gruzji możemy znaleźć całe masy fontann. Większość z nich jest naprawdę ładna i pomysłowo zbudowana.

Na Batumi mieliśmy przeznaczone dwa dni, ale kusiło nas, żeby zostać jeszcze dłużej i cieszyć się urokami kamienistej plaży i ciepłego morza. Po długim zastanowieniu, postanawiamy jednak ruszyć kolejnego dnia w dalszą podróż. Podróż do Wardzi.

 

Dodatkowe informacje o Batumi

Więcej informacji o samym Batumi możemy przeczytać na stronie Wikipedii tutaj. Jeśli znasz jakieś ciekawe informacje o mieście Batumi i okolicach, wiesz co warto zobaczyć, skorzystaj z naszego formularza kontaktowego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *