Gori – miasto Stalina. Co warto w nim zobaczyć?

Do Gori dojechaliśmy z przesiadką w Achalciche. Tu rozstaliśmy się z naszymi koleżankami, które pojechały do parku narodowego w Borjomi. Poznaliśmy za to trójkę sympatycznych Włochów, których celem również było Gori. Po zakupieniu biletów na marszrutkę i porozmawianiu z kilkoma gruzińskimi sprzedawcami dla zabicia czasu (tak, nasz rosyjski wyraźnie się poprawił, rozumieliśmy teraz więcej niż na początku wyjazdu), wsiedliśmy do marszrutki.

Droga minęła w miarę szybko, z Achalciche do Gori jedzie się w pewnym momencie autostradą, więc podróż mija bez większych problemów. Niestety marszrutka nie wjeżdża do samego centrum Gori, ale zatrzymuje się na jego obrzeżach. Nie stanowi to jednak problemu. Po wyjściu z marszrutki podbiega do nas szybko inny kierowca oferując, że zawiezie nas do centrum za 1 lari od osoby. Zgadzamy się i po około 5 minutach jesteśmy w centrum Gori.

Nasi włoscy przyjaciele stwierdzili, że nie będziemy pytać taksówkarzy o miejsce do spania, tylko poszukamy jakiegoś, bo na pewno w centrum coś się znajdzie. Po przejściu główną ulicą nie natknęliśmy się na ani jedną chociażby wzmiankę o miejscu do spania. Mieszkańcy też do końca nie wiedzieli gdzie szukać hostelu. Zostaliśmy skierowani do jednego hotelu pod piramidami, ale cena 40 lari od osoby za noc wydawała się nam grubo przesadzona. Postanowiliśmy szukać dalej. W pewnym momencie zatrzymuje się taksówkarz i pyta nas czy szukamy noclegu. Po krótkiej rozmowie oferuje nam nocleg za 25 lari od osoby. Z narzeczoną zgadzamy się na to, ale Włosi postanawiają poszukać tańszego miejsca. Życzymy sobie powodzenia i rozstajemy się.

Taksówkarz zawozi nas do prywatnej kwatery. Jest bardzo duże prawdopodobieństwo, że była to jego rodzina, chociaż pewni nie jesteśmy. Starsza pani pokazuje nam przytulny pokoik z dużym łóżkiem. Widać, że rodzina przyjmuje tam turystów, gdyż wszystko było przygotowane. Dziękujemy taksówkarzowi, który oferuje nam również podwiezienie do Upliscyche, znajdującego się niedaleko Gori. Chcieliśmy je odwiedzić, więc kierowca nie dał nam chwili do zastanowienia się i powiedział, że będzie czekał jutro o 10:00 pod wejściem do domku. Jako, że godzina byłą już dosyć późna, poszliśmy do pobliskiej knajpy na obiado-kolację i poszliśmy spać.

Następnego dnia, o godzinie 9:50, właścicielka mówi, że taksówkarz już czeka. O zaciętych targach i Upliscyche przeczytacie tutaj.

Zwiedzanie Gori

Po powrocie z Upliscyche, zostało nam jeszcze trochę czasu, więc postanowiliśmy pozwiedzać samo Gori. Nad miastem górują pozostałości fortecy, którą postanowiliśmy zwiedzić w pierwszej kolejności. Wyszliśmy na samą górę, skąd był bardzo przyjemny widok na całą okolicę. Same ruiny nie są powalające. Pozostały w zasadzie tylko same mury, wokół trawiastego wzgórza. Po wejściu do fortecy, wydaje się, że są z niej 2 wyjścia. Postanowiliśmy wyjść inną drogą i zaczęliśmy schodzić dosyć karkołomną drogą w dół. Uważaliśmy wtedy, że chyba prościej byłoby nią wejść, niż zejść. Na całe szczęście spotykamy tam parę turystów, którzy szli w przeciwnym kierunku i poinformowali nas, że możemy zawrócić. Na dół schodzi się długo, a nie ma tam nic do oglądania oprócz kupki gruzu. Będąc im wdzięczni za uzyskaną poradę, wychodzimy i udajemy się z powrotem.

Po zejściu ze wzgórza, okrążamy go. Widać z niego było pewien kościół, który chcieliśmy odwiedzić. Po drodze napotykamy na bardzo ciekawe miejsce. W okręgu siedzą metalowe rzeźby potężnych wojowników. Wszyscy siedzą, ale gdyby każdy z nich wstał, miałby około 3 metrów wzrostu. Są one niestety częściowo uszkodzone, brakuje części kończyn itp. Kościół na nasze nieszczęście, okazał się być w budowie i nie było do niego wstępu.

Po krótkiej przechadzce do centrum Gori, zachaczyliśmy o plac, na którym dnia wczorajszego wysadził nas kierowca. Chcieliśmy zapytać o marszrutkę do stolicy – Tbilisi. Marszrutek oczywiście mnogość, każdy z nich już chętnie by nas zapakował do jednej z nich. Staraliśmy się wytłumaczyć, że musimy jeszcze odebrać bagaże z hotelu. Od razu padały pytania skąd, czy zamówić taksówkę? Dziękujemy ślicznie i udajemy się na targowisko, nieopodal dworca autobusowego. Kupujemy tam owoce, wszystkie wyglądają pięknie i soczyście. Po powrocie pakujemy nasze rzeczy i udajemy się z powrotem na marszrutkę.

Po dojściu do dworca zostajemy zatrzymani przez osobę pytającą czy jedziemy do Tblisi. Po potwierdzeniu, kierowca pakuje nas do swojej taksówki. Pytamy jaka jest różnica w cenie. Była ona jednak na tyle niewielka, że postanowiliśmy zaryzykować. Czekamy w taksówce około 30 minut, aż kierowca zbierze więcej ludzi. Potem zaczynamy naszą podróż do Tbilisi.

Co jeszcze warto wiedzieć o Gori

W samym Gori nie ma wiele miejsc do zwiedzania. Znajduje się tam oczywiście bardzo znane muzeum Stalina. Trzeba przyznać, że aż takimi fanami historii nie jesteśmy i postanawiamy odpuścić zwiedzanie muzeum. Same wstępy nie były tanie, ale prawdopodobnie dla fana historii muzeum będzie nie lada gratką:)

Same Gori nie jest stricte turystycznym miastem, ale w okolicy znajdziemy więcej atrakcji, takich jak np Upliscyche.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *